Naprawa samochodu

Rozdział 18

*Martyna*

(Następnego dnia)

Wstałam o 5.00 ran. Wzięłam ubrania i poszłam do łazięki. Tam odświeżyłam się i ubrałam w zielone rybaczki i niebieską koszulkę na ramiączka. Potem poszłam do kuchni zrobić sobie śniadanie. Po śniadaniu spojrzałam na zegarek i była 5.20. następnie poszłam do pokoju, posprzątałam a później włączyłam TV i obejrzałam wiadomości. W trakcie spojrzałam na zegarek i była 5.40. wyłączyłam telewizor i zadzwoniłam po taksówkę. Potem ubrałam buty, wzięłam torebkę i zamknęłam drzwi od domu. Spokojnie zeszłam na dół a taksówka już na mnie czekała. Weszłam do środka i pojechałam do pracy. Na miejscu zapłaciłam i wyszłam z pojazdu. Potem poszłam na dyżur. Przebrałam się i usiadłam na fotelu. Po 2 minutach przyszedł Wiktor i powiedział do mnie.

- Martyna dziś jeździsz ze mną i Jackiem.

- Dobrze.

- Napiszesz na tablicy grafik na rano i południe?

- A na noc?

- Na noc jest nie gotowy.

- A gdzie jest ta kartka?

- Na biurku.

- Dziękuję.

Poszłam do biurka żeby znaleźć kartkę z grafikiem. Nie było jej na wierzchu więc pomyślałam że może być w szufladzie. Otworzyłam jedną z nich a na wierzchu było moje zdjęcie. Zastanawiałam się co ono tu robi. Przecież swoje rzeczy trzymam w szafce. Po chwili zastanowienie wiedziałam że tam nie mam zdjęć. Coś na nim przykuło moją uwagę.

1 To nie ja je robiłam ani nikt kogo znam.

2 Nigdy i nigdzie nie miałam takiego zdjęcia. Wyglądało jakby było robione z ukrycia.

3 Popatrzyłam na datę która była na dole. To zdjęcie było zrobione w dzień w którym myślałam że ktoś mnie obserwuje.

Potem popatrzyłam na szufladę. Od czasu gdy Góra został kierownikiem stacji na szufladach w biurku są przyklejone kartki z imionami lekarzy do których należy dana szuflada. Zobaczyłam a na niej było napisane Artur Góra. W tym momęcie zrobiłam szybko zdjęcie zdjęciu i poszukałam tej kartki. Kartka z grafikiem leżała na wierzchu tylko przykryta była jakąś książką. Szybko ją wzięłam i flamastrem napisałam na tablicy grafik. Jak skończyłam pisać przyszedł Wiktor i powiedział, że mamy wezwanie. Po tym wezwaniu mieliśmy jeszcze kilka potem trochę przerwy i kolejne aż do końca zmiany. Po skończonym dyżurze przebrałam się i pojechałam do domu. Jak weszłam do środka usłyszałam jak Karolina z kimś rozmawia. Weszłam do salonu i zobaczyłam siostrę przyjaciółki Klaudię. Przywitałam się i poszłam do kuchni. Zjadłam gotowy obiad. Po posiłku postanowiłam się przejść i zrobić jakieś zakupy. Pożegnałam się z Karoliną i Klaudią i wyszłam z domu. Wyszłam i poszłam przed siebie wąskimi uliczkami miasta. Doszłam do parku nie daleko domu Piotrka. Postanowiłam do niego pójść bo byłam w pobliżu. Najpierw usiadłam na ławkę i pomyślałam o tym co zobaczyłam w pracy a po chwili włączyłam zdjęcie które tam zrobiłam. Po mojej głowie zaczęły przechodzić dziwne myśli. Dlaczego moje zdjęcie znalazło się w szufladzie Góry? Kto śledził mnie tamtego dnia? Może to zdjęcie zostało tam podrzucone? I dlaczego szuflada była otwarta? Te pytania zaczęły krążyć mi po głowie. Nie wiedziałam co myśleć. Może zapytać Artura w Prost co to znaczy? Ale w tedy dowiedział by się że grzebałam w jego rzeczach. Bałam się. Pomyślałam że może Góra załatwił kogoś by mnie obserwował. Ale w tym momęcie przypomniało mi się że nie było go w ten dzień w pracy. W tym momęcie zaczęło mi się wszystko układać. To że to zdjęcie było zrobione w dzień gdy ktoś mnie obserwował i że Artura nie było w ten dzień w pracy. Odkąd poznałam go zawsze w mojej obecności się dziwnie zachowuje ale nie sądziłam, że mógł by być do tego zdolny. Ale najdziwniejsze z tego było to że szuflada była otwarta. Tylko pytanie dlaczego? Czy ja mu się podobam? O co chodziło? Coś ciągle nie dawało mi spokoju. Jedna rzecz. Tajemniczy sen. Obawa, że to Marcin a chyba to nie on i jeszcze jedno. Dlaczego obserwował Karolinę i skąd wiedział gdzie ja mieszkam. Myśli nie dawały ,mi spokoju. Włożyłam telefon do kieszeni do spodni i poszłam do Piotra. Gdy byłam blisko zobaczyłam że drzwi od jego garażu są otwarte. Podeszłam bliżej i usłyszałam głośną muzykę. Po chwili stanęłam na podjeździe i zobaczyłam chłopaka w szarej brudnej i spoconej koszulce na ramiona i długich czarnych dżinsach. Z tyłu w kieszeni spodni wystawała mu niebieska Bandama. Widziałam że był skupiony na naprawie swojego samochodu ale powiedziałam do niego.

- Cześć Piotr.

Chłopak się wystraszył, obrócił się do mnie i zdziwiony powiedział.

- Cześć Martyna. Co ty tutaj robisz?

- Byłam nie daleko więc pomyślałam że wpadnę. A ty co robisz?

- Postanowiłem naprawić auto.

- Sam. Nie dasz go mechanikowi?

- Nie lubię jak mechanicy biorą się za moje samochody bo potem jest jeszcze gorzej.

- Aha. A sam umiesz je naprawiać?

- Tak. Miałem takiego sąsiada który naprawiał stare samochody. Dorabiałem u niego żeby starczyło na życie. Od rana do południa szkole a od południa do wieczora w warsztacie.

- Fajnie że umiesz naprawiać sam samochody.

- No wiem.

- To ja lepiej sobie pójdę nie będę ci przeszkadzać.

- Nie przeszkadzasz. Możesz zostać. Usiądź gdzieś sobie i zostań.

- No dobrze.- Stwierdziłam i zapytałam.- Mogę zdjąć te rzeczy ze stołu i usiąść?

- Oczywiście.

Sprzątnęłam rzeczy ze stołu i oparłam się o niego. Potem podciągnęłam się i usiadłam na stół. Dosunęłam się i nogi też dałam na blat. Mocno ścisnęłam je rękoma i obserwowałam poczynania Piotra.

W tym momęcie przypomniało mi się jak chodziłam z tatą do jego kolegi który też naprawiał samochody. Pewnego razu nasz też się popsuł więc pojechaliśmy do niego. Tata powiedział, że musimy wracać a ten pan, że jeśli mi się to podoba to mogę zostać i popatrzeć. Tata się zgodził i posadził mnie na stole i siedziałam tak jak teraz przez długie godziny.

Po chwili usłyszałam Piotrka który powiedział do mnie.

- Martyna może chcesz coś do picia?

- Wiesz co nie. Ale mogę iść do toalety?

- No a wiesz gdzie ona jest?

- Tak pierwszy raz tu nie jestem.

- Tutaj są takie drzwi.

Pokazał mi palcem a ja zeszłam z blatu i poszłam. Po 5 minutach wróciłam do garażu i usiadłam tak samo jak wcześniej. Przez 30 minut patrzyłam jak Piotr robi coś przy samochodzie. Krząta się po garażu i szuka potrzebnych części. Przez ten czas wcale nie myślałam o tym co wcześniej. Właściwie to o niczym nie myślałam tylko słuchałam muzyki i patrzyłam co robi chłopak. Po 30 minutach Piotr powiedział do mnie.

- Chyba dzisiaj nie skończę.

- Dlaczego?

- Nie mam jednej potrzebnej części. Muszę zamówić ja przez Internet i dopiero dokończę.

W czasie gdy Piotr to mówił podszedł do mnie a ja bardziej zacisnęłam nogi i powiedziałam.

- Niedługo będzie ciemno a jutro idziemy do pracy.

- No. Miałem zaproponować ci kolację ale chyba nie chcesz.

- Czytasz mi w myślach czy tak dobrze mnie znasz?

- Chyba czytam ci w myślach.

Powiedział to tak delikatnie i cicho, że poczułam się jak bym była w chmurach. Ale przerwał mi myślenie i powiedział.

- Odprowadzić cię do domu?

- A mógł byś?

- Oczywiście.

Piotr zamknął garażowe zewnętrzne drzwi i zapalił światło. Wziął klucze i otworzył mi drzwi które prowadziły do domu. Wyszliśmy a on je zamknął. Po chwili powiedział do mnie.

- Pójdę się przebrać. Poczekasz?

- Tak.

Czekałam na niego 5 minut. Potem Piotr pogasił światła i wziął klucze. Potem poszliśmy nie daleko parku ale przed nim była wąska uliczka. Nigdy tamtędy nie szłam ale Piotr powiedział, że tędy będzie szybciej więc posłuchałam go i poszliśmy tamtędy. Przez całą drogę do domu Karoliny rozmawialiśmy o jego samochodzie. Nie powiedziałam mu o tym zdjęciu. Uznałam, że tak będzie lepiej dla mnie i dla niego. Dowiedziałam się od Piotrka, że Góra jest chory i przez tydzień go nie będzie w pracy. Gdy mi o tym mówił poczułam się dziwnie. Po 20 minutach byliśmy na miejscu. Chłopak miał rację, że tędy szybciej. Pożegnałam się z nim i poszłam do domu. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam, że w domu jest tylko Karolina która siedziała w salonie i oglądała TV. Wchodząc zapytałam.

- Jak tam siostra?

- Dobrze.- Powiedziała załamanym głosem.

- To dobrze co nie?

- No.- Nadal tak mówiła. Podeszłam do niej i spytałam.

- Co jest?

- Nic.- Powiedziała to prawie z płaczem.

- Karola co jest?

- Naprawdę chcesz wiedzieć.- Powiedziała z płaczem.

- Tak, powiedz co cię dręczy coś z siostrą?

- Tak jakby…

W tym momęcie powiedziała że siostra ma kłopoty finansowe i że, nie może mieszkać z chłopakiem bo ją bije i pije. Karolina powiedziała żebym sobie coś innego znalazła bo chce przygarnąć siostrę. Rozumiałam to i nie byłam wściekła wiedziałam o co chodzi nie byłam głupia albo dzieckiem. Powiedziałam że znajdę sobie coś.

Po rozmowie poszłam się spakować do walizki. Potem wzięłam piżamę i poszłam wziąć prysznic. Po prysznicu rozłożyłam łóżko a potem poszłam do kuchni zrobić sobie ciepłej herbaty. Nie lubiłam pić jej codziennie ale raz na jakiś czas. Zrobiłam herbatę i poszłam do pokoju. Usiadłam na kanapie po turecku, trzymałam w rękach gorący kubek i myślałam o tym co się wydarzyło. Zdążyłam wypić napój i odłożyć kubek, położyć się i dalej myślałam. Leżałam i myślałam przez całą noc zasypiając nad ranem.

 

 

 

 

Długo nic tu nie było ale postanowiłam coś napisać. Zapraszam do książki na wattpadzie :) Minia<3

Wattpad

Hej kochani. Może niektórzy z was już wiedzą że opowiadanie przenoszę do aplikacji wattpad. Książka nosi tytuł „Na sygnale moja opowieść”. Piszę ją jako Minia21235. To że przenoszę bloga na wattpada nie oznacza że nowe rozdziały nie będą się tu pojawiać. Na bloga nowe rozdziały będą dodawane w dniu kiedy pojawią się na wattpadzie. A oto pierwszy rozdział

https://www.wattpad.com/250567910-na-sygnale-moja-opowie%C5%9B%C4%87-1

Minia <3

13124616_579970185513393_9118778783071031177_n

Dyżur Piotra

Rozdział 17

*Piotr*

(Tego samego dnia)

Pojechałem na dyżur. Tam spotkałem Wiktora. Dałem mu klucze od samochodu i powiedziałem mu żeby wrzucił je do skrzynki na listy. Mężczyzna poinformował mnie że Góra jest dzisiaj nie w humorze. Spokojnie poszedłem do bazy a Góra powiedział.

- Panie Piotrze.

- Tak?

- Proszę się szybko przebrać bo mamy wezwanie.

- Dobrze.

Szybko się przebrałem i poszedłem do karetki. Na miejscu Artur powiedział do mnie.

- Panie Piotrze mamy wypadek samochodowy na ulicy św. Floriana.

- Dobrze.

Uruchomiłem silnik, włączyłem syreny i pojechaliśmy. Po chwili usłyszałem Adama który powiedział.

- Cześć Piotrek.

- Cześć. Nie zauważyłem cię.

- To ty nie wiesz z kim jeździsz?

- Nie, nie patrzyłem na grafik.

Po chwili Góra krzyknął.

- Nie przeszkadzaj mu! Musimy być tam jak najszybciej!

Po minucie byliśmy na miejscu. Dwa samochody zderzyły się ze sobą. Jeden z nich chyba jechał pod prąd. W jednym samochodzie była kobieta która kierowała i starsza pani a w drugim pijany mężczyzna. Adam zajął się pijanym mężczyzną a ja z Górą starszą i młodszą kobietą. Z młoda było prawie wszystko porządku ale po chwili okazało się że ma lekki wszcząs mózgu. Starsza kobieta miała dużo ran i trudności oddechowe. Na dodatek było nie przytomna i miała słabe ciśnienie. Artur powiedział.

- Przynieś tlen i cały sprzęt i zawołaj Wszołka.

- Dobrze doktorze.

Poszedłem po kolegę i razem poszliśmy po sprzęt. Ze sprzętem przyszliśmy do poszkodowanej. Na szczęście kobieta nie była zakleszczona. Po chwili przyjechała policja. Artur powiedział do Adama.

- Idź do tamtego poszkodowanego a my sobie tu poradzimy z Piotrkiem.

- Dobrze.

Adam pobiegł a ja zapytałem.

- Dlaczego go pan tam wysłał przecież jest tu potrzebny.

- Chłopcze zrozum gdyby przy nim nikt nie był to by się na nas darli że się pacjętami nie zajmujemy.

- No tak.

- Pomóż mi ją wyciągnąć.

- Dobrze.

Wyciągnęliśmy starszą panią i położyliśmy ją na pobliskiej trawie. Artur powiedział do mnie.

- Zostań tu z nią zaraz przyjdzie do ciebie Adam a i opatrz tą drugą panią.

Pomogłem wyjść jej z samochodu i powiedziałem żeby usiadła na trawie. Kobieta usiadła a ja zrobiłem jej podstawowe badania i opatrzyłem rany na głowie i ręce. Po chwili przyszedł Adam i do drugiej kobiety i powiedział.

- Za chwilę przyjedzie po panią karetka.

Po chwili przyjechał drugi zespół i zabrał tamta panią a policjanci tamtego pana na izbę wytrzeźwień. Potem wysłał mnie i Adama po nosze i żebyśmy zabrali wszystko oprócz tlenu. Wzięliśmy rzeczy i poszliśmy do karetki. Wzięliśmy nosze i szybko poszliśmy do pacjętki. Położyliśmy ja na nosze i zapieliśmy. Potem poszliśmy do karetki. Adam i Artur byli z tyłu z pac jętką a ja kierowałem kartką. Jak dojechaliśmy do szpitala zawieźliśmy panią na SOR i wróciliśmy do karetki. Gdy byliśmy w karetce Artur powiedział do centrali.

- 21S wolna.

Po chwili mieliśmy kolejne wezwanie tak aż do końca dyżuru. Po pracy Adam odwiózł mnie do domu. Mój samochód stał na podjeździe a klucze od niego były w skrzynce. Wyjąłem je i poszedłem do domu. Potem zadzwoniłem do Wiktora. Po chwili odebrał i powiedział.

- Dobry wieczór Piotrze.

- Dobry wieczór panie Wiktorze. Dzwonię żeby podziękować.

- Nie ma za co.

- Jest.

- Dobrze a co u ciebie?

- Miałem bardzo trudny dzień.

- Z Arturem?

- Nie ogólnie w pracy.

- Aha.

- Panie Wiktorze a jak Zosia?

- A dobrze.

- Niech pan ją ode mnie pozdrowi.

- Dobrze pozdrowię.

- Dobranoc.

- Dobranoc.

Po rozmowie poszedłem coś zjeść. Zjadłem dwie kromki chleba, byłem zmęczony  i nie chciało mi się robić czegoś innego. Potem wziąłem prysznic. Zajęło mi to z 15 minut. Potem poszedłem spać a zanim zasnąłem spojrzałem na zegarek i była 22:00.

 

 

 

Sory że nie wczoraj ale nie miałam czasu. Minia <3

11 listopada. Jednorazówka

*Piotr*

Dzisiejszy dzień zapowiadał się fantastycznie. Ja i Martyna mamy wolny dzień. Dziś jest święto narodowe 11 listopada. Poprzedniego dnia ułożyłem plan na dziś. Wygląda on tak:

1. Wstać, przygotować się i jechać do Martyny.

2. Zabrać ją gotową do jej rodziców.

3. Po obiedzie powrót do stolicy.

4. Pójście na marsz Niepodległości.

5. Powrót do domu (mojego) na odpoczynek.

6. Nocny spacer po Warszawie i odprowadzenie jej do domu.

Przygotowałem listę i odhaczyłem z niej pierwszy punkt. Ładnie wyszykowany wszedłem do auta i pojechałem do Martyny. Zaparkowałem pod blokiem w którym mieszka dziewczyna. Wyszedłem z samochodu, wszedłem do klatki a po chwili zapukałem do drzwi Martyny. Po chwili kobita otworzyła drzwi i zobaczyłem ją ubraną w piękną niebieską sukienkę na ramiona o długości przed kolana i czarne szpilki. Miała wyprostowane, rozpuszczone włosy. Wyglądała przepięknie.

12226799_1518514138470845_734537216_n

Po chwili powiedziałem.

- Hej.

- Hej.- Odpowiała.

- Jesteś gotowa na dzisiejszy dzień?- Spytałem. Po chwili dodałem.- Zrobiłem plan dnia.

- Co takiego?- Zapytała zaskoczona.

- Plan dnia. Nie słyszałaś o czymś takim?

- Słyszałam.- Odpowiedziała a potem dodała i zaczęła się śmiać.- Ty i plan dnia.

- Nie śmiej się ze mnie. To nie jest śmieszne.

- Na pewno. To do ciebie nie podobne.

- Nie podobne ale patrz.

Wyciągłam z kieszeni małą karteczkę złożoną na 4 części. Zaczołem ją rozkładać a potem Pokazałem jej listę. Na jej twarzy malowało się zdziwienie.

- No co? Zrobiłem.

- Nic. Po prostu mnie zaskoczyłeś.

- Aha. Choć bo się spuźnimy.

Dziewczyna wzięła kremowy płaszczyk, czarną torebkę, telefon i klucze od mieszkania. Wyszliśmy z domu, dziewczyna zamknęła go na klucz i wyszliśmy z budynku.

 (Minęła godzina)

Siedzimy przy jednym stole z rodzicami Martynki. Z ich ust różne podstawowe pytania i też takie których się nie spodziewaliśmy. My tylko siedzimy i odpowiadamy. Gdy rozwijał się temat pracy w stacji ratownictwa medycznego ojciec dziewczyny ma taką minę, że gdy by mógł wygonił by nas za drzwi. Na szczęście temat nie jest długo poruszany i dalej jesteśmy w środku. Po obiedzie, wypiciu kawy i zjedzeniu ciasta własnej roboty pani Marioli musieliśmy się pożegnać. Chyba spodobałem się mamie Martyny ba zapraszała nas razem na kolejną wizytę. Ojcu dziewczyny było to obojętne. Pożegnaliśmy się i pojechaliśmy do Warszawy.

(Pół godziny później)

 Byliśmy już w Warszawie. Pojechaliśmy do mnie do domu. Tam wyciągłem listę i odchaczyłem dwie kolejne pozycje. Na marsz i uroczystość poszliśmy na pieszo. Po 15 minutach byliśmy w miejscu gdzie wszystko miało się zacząć. Po 5 minutach wszystko uroczyście się rozpoczęło. Były różne przemówienia prezydenta i ważnych osobowości państwa Polskiego. Trochę to trwało nie powiem, że po dwóch minutach wszystko się skończyło. Skłamał bym. Po wszystkich ważnych wypowiedziach zaczął się marsz, miał być jeszcze bieg. Martyna brała udział w biegu rok temu. W tym też miała ale się do niego nie przygotowała.

W połowie marszu kobieta powiedziała.

- Choć do domu.

- Marsz jeszcze się nie skończył. Jesteśmy w połowie trasy. A nie chcesz zobaczyć biegu?- Widziałem, że to pytanie jakby ją uderzyło ale odpowiedziała na nie.

- Chcę ale jestem zmęczona. Możemy iść?

- Oczywiście.

Odwruciliśmy się i Szliśmy w przeciwnym kierunku niż uczestnicy marszu. Udział w marszu brali też Adam z Basią. Mineliśmy się, uśmiechneliśmy i poszliśmy w swoje strony. Po 20 minutach byliśmy u mnie w domu. Widziałem, że Martyna wygląda nie wyraźnie więc spytałem.

- Martyna co się dzieje? Jesteś taka nie wyraaźna?

- Jestem chora.

- Skoro jesteś chora powinnaś leżeć w łóżku.

- Wiem ale obiecałam mamie, że przyjadę. Już miesiąc zwlekam. Nie mogłam nie pojechać.

- Zrobię ci coś gorącego do picia.

- Dzięki

. Poszedłem do sypialni i wzięłam koc z szafy. Z szedłem na duł i powiedziałem do Martyny.

- Połóż się przykryję cię kocem i trochę się wygrzejesz.

- Dzięki.

- Nie dziękuj tylko się kładź.

Dziewczyna położyła się a ja przykryłem ją kocem. Poszedłem do kuchni i zostawiłem dziewczynę samą. Zrobiłem jej gorącom herbatą i wróciłem do salonu. Martyna spała. Usiadłem na fotelu na przeciwko niej. Patrzyłem jak spała. Jak jej płuca powoli unoszą się do góry i jeszcze wolniej opadają na duł. Fascynował mnie jej sen. Był długi i głęboki. Na pewno coś jej się śniło. Coś dobrego. Gdy tak na nią patrzyłem wypiłem herbatę którą jej zrobiłem i zapomniałem o Bożym świecie. Patrzyłem na nią do puki się nie obudziła.

Dziewczyna obudziła się o 18:00. Prze spała ze 3 godziny a ja cały czas ją pilnowałem jak diamentu. Najcenniejszego kamienia przed dużą grupą złodzieji. Martyna jest jak diament. Jest dla mnie najcenniejsza. Gdy zobaczyła mnie nic nie powiedziała tylko się uśmiechnęła. Uznałem to za dobry znak. Moja lista mogła iść tylko do kosza ale najważniejsze jest zdrowie Martyny. Po kilku minutach dziewczyna spytała.

- Został jakieś punkt z listy który możemy zrealizować?

- Tak.

- Jaki?

- Nocny spacer po stolicy i odprowadzenie cię do domu.

- Jeśli nie masz nic przeciwko to możemy ten punkt zrealizować.

- A twoje zdrowie?

- Już lepiej się czuję.

- To dobrze.

Ubraliśmy się i wyszliśmy z domu. Warszawa nocą w takie dni wygląda pięknie ale w obecności Martyny wyglądała jeszcze lepiej.

W trakcie spaceru powiedziałem do Martyny.

- Muszę ci coś powiedzieć. – Mów. – Czuję jak byś nie była moją przyjaciółką ani znajomą.

- Fajnie.- Powiedziała z sarkazmem.

- Jesteś dla mnie kimś więcej.

Na jej twarzy pojawił się uśmiech. Nareszcie mam odwagę powiedzieć jej te dwa słowa.

- Kocham Cię.

Dziewczyna wpadła w moje ramiona a ja ją pocałowałem. Delikatnie ale namiętnie. Skończyliśmy i udaliśmy się do domu Martyny. Tam cały wieczór oglądaliśmy filmy i całowaliśmy się. Ten 11 listopada mogę uznać za datę nowego rozdziału w moim życiu. W ten dzień będę obchodził dwa święta.

 

 

 

 

 

 

 

Kolejna jednorazówka. Za błędy z góry przepraszam. Jak się podoba? Komentujcie.

Minia <3

Gdybym mogła powtórzyła bym ten dzień. Jednorazówka

*Martyna*
Dziś wstałam o 11.00. Mogłam sobie na to pozwolić bo mam dziś wolne. Wstałam z łóżka poszłam do kuchni a tam spojrzałam na kalendarz. Dziś był 31 października. Halloween – zwyczaj związany z maskaradą i odnoszący się do święta zmarłych, obchodzony w wielu krajach w wieczór 31 października, czyli przed dniem Wszystkich Świętych. Święto Halloween w Polsce pojawiło się w latach 90. Głównym symbolem święta jest wydrążona i podświetlona od środka dynia z wyszczerbionymi zębami. Inne popularne motywy to duchy, demony, zombie, wampiry, czarownice, trupie czaszki itp. Można uznać że dzisiejszy dzień spędzę na otwieraniu drzwi dzieciom i rozdawaniu cukierków. Gdy byłam dzieckiem sama chodziłam po domach i mówiłam „cukierek albo psikus”. Jeszcze to pamiętam. Potem podeszłam do lodówki i wyciągłam z niej jajka. Potem podeszłam do szafki i wyciągłam z niej patelnię. Położyłam ją na kuchenkę gazową. Zrobiłam sobie jajecznicę i ją zjadłam. Potem poszłam do łazienki się odświeżyć i przebrać. Potem uczesałam się i wróciłam do pokoju. Po południu postanowiłam pójść do sklepu bo wczoraj zapomniałam kupić cukierki.

*Piotr*

Widziałem jak Martyna wychodzi z bloku. Miałem nie dużo czasu żeby zrobić jej niespodziankę. Miałem klucze od jej mieszkania więc było łatwiej tam wejść. Gdy wszedłem od razu wziąłem się za przygotowania.

*Martyna*

Po wizycie w sklepie od razu udałam się do domu. Otworzyłam drzwi kluczem, weszłam do środka i zamknęłam je za sobą na klucz. Siatkę z zakupami odłożyłam na blat w kuchni. Ściągłam ubranie zwierzchne i buty potem coś przeciągło moją uwagę. Drzwi od mojej sypialni były zamknięte i nie było jednego przebłysku światła. Zdziwiłam się bo jak wychodziłam drzwi były otwarte. Trochę się przestraszyłam. Nie wiedziałam co mam robić. Po chwili postanowiłam wejść do pomieszczenia. Podeszłam do drzwi chwyciłam za klamkę i lekko je po pchnąłam. Weszłam do środka i zobaczyłam zasłonięte okna, dynie podświetlane świeczkami zapachowymi i zapalone świece w całym pomieszczeniu. Stanęłam plecami do łóżka i zastanawiałam się czyja to sprawka. Po chwili usłyszałam głośne.
- Buuuuuuuuuuuuu!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Przestraszyłam się obróciłam, prawą dłoń Położyłam na sercu i zaczęłam piszczeć. Przede mną stał Piotrek cały nagi i się do mnie uśmiechał. Przyznam udało mu się mnie wystraszyć. Po chwili opanowania powiedziałam a bardziej wykrzyczałam mu prosto w oczy.
- Zwariowałeś!!! Przestraszyłam się!!!
- O to mi chodziło.- Powiedział z uśmiechem.
- Jak ty to zrobiłeś? Z kąd wiedziałeś że nie ma mnie w domu?
- Widziałem jak wychodzisz z domu.- W tym momencie zaczął rozpinać mój sweterek.- Miłego Halloween.
- Dzięki.
Piotrek zaciągnął go ze mnie a potem zaczął mnie rozbierać. Nie byłam pewna czy tego chcę ale uległam jego dłoniom i czułym słowom. Był to nasz pierwszy raz ale dla mnie najlepszy jaki do tej pory przeżyłam. Był jednocześnie straszny i romantyczny. Tej nocy byłam jego a on był mój. Jestem ciekawa co przyniesie nam jutro. Nigdy nie można tego przewidzieć. W tej chwili jestem szczęśliwa u jego boku i to się tylko liczy.

Jednorazówka specjalnie dla was na Halloween uuuuuuuuuuuuuuuu!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Minia <3

I co o tym myślicie

Hej. Dziś chcę wam coś polecić. Coś do czego się przyczyniłam. Jest to fragment książki „Jedna osoba może zmienić Twoje życie. Nieodwracalnie” autorki wera9737. Książka tylko dla tych którzy mają wattpad. http://w.tt/1XrU27O tu jest link do niej. Chcę jeszcze napisać o pewnej sprawie. W piątek w szkole po 6 lekcji zakładaliśmy w klasie krzesła na stoły. Zaczęłam się motać z drugim krzesłem. Miałam plecak na jednym ramieniu do tego kurtkę i to krzesło. Mój kolega z klasy Memek pomógł mi z tym krzesłem. Napisałam o tym mojej koleżance z klasy. Mucha napisała że się w nim zakochałam A TO NIE JEST PRAWDĄ. Do tego dodała że się go zapyta czy ja mu się podobam. Napisałam jej żeby tego nie robiła. Napisała że nic mu nie powie ani nie napisze ale wszystkiego dowiem się jutro.

 

 

 

 

 

MOOD: Nie mogę myśleć racjonalnie :O

Wyznanie

Rozdział 15

*Martyna*

(Tego samego wieczoru)

Zanim zasnęłam usłyszałam jak Piotr wstał do toalety. Gdy wrócił do pokoju usiadł obok mnie i zapytał.

- Śpisz?

- Nie.

Wtedy usiadłam a on powiedział.

- Dziękuję.

- Nie ma za co.

- Jest bo moja była gdy by miała wybór to by dała mi kasę na taksówkę i tyle a ty taka nie jesteś.

- Ja jestem inna .

- Przepraszam że Ci przeszkadzam.

- Nie przeszkadzasz usiądź tu koło mnie bliżej.

- Ok.

Chłopak przysunął się bliżej a ja powiedziałam.

- Wiesz co muszę Ci coś powiedzieć.

- Coś strasznego?

- W pewnym sensie.

- Dobrze to mów.

- Obiecaj że nie powiesz nikomu i nie będziesz się śmiał.

- Dobrze obiecuję.

- Przykryj się bo to będzie długo trwało a najlepiej połóż się obok mnie.

- Dobrze.

W tym momencie zaczęłam się mu zwierzać.

- Od pewnego czasu dokładnie od wczoraj mam dziwne uczucie że ktoś mnie śledzi. Wczoraj śniło mi się że jesteśmy razem.

- Jesteśmy razem?- Przerwał Piotr.

- Tak parą. I też miałam dziwną obsesję że ktoś mnie śledzi. Dostawałam listy z pogruszkami a twój samochód…

- Co z moim samochodem? Popsuł się?

- Na jego przedniej masce było coś napisane. A potem było włamanie do twojego domu. Aaaa jeszcze mieszkaliśmy w hotelu. Potem było kolejne włamanie. Włamał się Marcin.

- Ten Marcin?

- Tak. I on chciał żebym do niego wróciła a ja i ty tego nie chcieliśmy a on mówił że jak tego nie zrobię to cię zabije. Ja mówiłam że zrobię to co chce a ty zaprzeczyłeś a on przeciął Ci szyję. Potem wyciągnął pistolet i mówił że jak Ci pomogę to mnie zastrzeli. Ja Ci próbowałam pomóc a on strzelił mi w plecy i razem umarliśmy.

- Straszne.

- Tak. Wiem.

Zaczęłam płakać. Wszystkie wspomnienia ze snu wróciły. Piotr zaczął mnie pocieszać ale nie udało mu się to. Po pewnym czasie zasnęłam z głową na jego klatce piersiowej.

*Piotr*

Spróbowałem wyjść z łóżka Martyny i przejść na materac tak żeby jej nie obudzić. Po pewnym czasie udało mi się i przeszedłem na materac a potem poszedłem spać. Nie mogłem spać i ciągle myślałem o tym co powiedziała mi Maryna. Leżałem z rękoma pod karkiem i zastanawiałem się nad tym wszystkim. Zmęczony dzisiejszym dniem nareszcie usnąłem.

 

 

 

 

 

Dziś kolejne opowiadanie. Postanowiłam zacząć pisać książkę. Prawie wszystko gotowe. pierwszy rozdział już napisany tylko się zastanawiam ile osób przeczyta. Jeśli się zdecyduję na 100% to wam powiem. Minia <3

Tylko o tym nie mysleć

Rozdział 14

*Martyna*

(Następnego dnia)

Po skończonym śnie obudziłam się z krzykiem. Po chwili przybiegła Karolina a ja dalej krzyczałam. Po chwili dziewczyna powiedziała.

- Martyna co się stało?!

Ja nie odpowiadałam tylko krzyczałam ale trochę słabiej a dziewczyna jeszcze raz powiedziała.

- Hej uspokój się! Co się stało?!

Po chwili zamilkłam i odpowiedziałam.

- Miałam straszny sen.

- To było słychać. A jaki był ten sen?

- To był koszmar…

Opowiedziałam jej cały mój sen a dziewczyna powiedziała.

- To zwykły zbieg okoliczności. Ta sytuacja w śnie nigdy nie miała ani nie będzie mieć kontaktu z rzeczywistością. Pamiętaj to tylko sen.

- A jeśli to jakaś przepowiednia.- Zaczęłam się martwić.

- Na pewno nie, sny nie są prawdziwe i nigdy się nie spełniają.

- No może tak.

- Martyna jedno podstawowe pytanie.

- Jakie?

- A czy ty jesteś z Piotrkiem?

- Nie.

- To ten sen nie może być prawdą.

- No może Masz rację.

- Na pewno a teraz wstawaj bo jest po 8:00. No chodź.

- Dobra.

Wstałam z wielkim oporem a potem wzięłam ubrania i poszłam do łazięki. W Łazice odświeżyłam się, przebrałam w biało-pomarańczową sukienkę, uczesałam się i zrobi łam lekki makijaż. Potem poszłam do kuchni zjeść śniadanie. Po śniadaniu zamiast zamartwiać się zajęłam czymś głowę i pomyślałam że wyprasuje wczorajsze pranie. Podczas prasowania nie myślałam o koszmarnym śnie. Praca zajęła mi 30 minut. Po prasowaniu odłożyłam ubrania do szafy którą przygotowała mi Karolina. Po prasowaniu i włożeniu wszystkiego do szafki usiadłam na kanapie i zaczęłam oglądać TV. Po jakiejś godzinie dołączyła do mnie koleżanka. Po jakimś czasie oglądania telewizji popatrzałam na zegarek i była 12:05 i poszłam do kuchni ugotować obiad. Gdy się ugotował zjadłam i poszłam do pokoju. Potem obejrzałam jeszcze trochę TV a potem sprawdziłam godzinę, była 13:00. Postanowiłam wyjść na parking o 13:45 więc miałam jeszcze trochę czasu. Za 20 minut ktoś zapukał do drzwi. Karolina poszła otworzyć a ja dalej siedziałam przed telewizorem. Po chwili ściszyłam sprzęt i usłyszałam jak dziewczyna drzwi a za Momot je zamyka. Po minucie usłyszałam jak drzwi powrotem się otwierają a Karolina mnie woła. Wyszłam na przedpokój i zobaczyłam stojącego Piotra. Podeszłam do niego i przytuliłam go. Chłopak odwzajemnił przytulenie. Po chwili przestaliśmy  i zobaczyłam że się zdziwił a potem zapytał.

- Dlaczego mnie przytuliłaś?
- Dlatego że cieszę się że jesteś.
Widziałam że dobrze nie zrozumiał mojego przekazu i nic nie mówiliśmy przez dłuższy czas. Po chwili niezręcznej ciszy zapytałam.
- Dlaczego po mnie przyszedłeś sama zeszłabym na duł.
- Musimy być wcześniej bo Góra robi zebranie.
- No tak zapomniałam. Wejdź do środka. Po czekasz wezmę torebkę i założę buty.
Pobiegłam po torebkę i telefon, założyłam buty i wyszliśmy z domu. Zeszliśmy na parking i weszliśmy do samochodu. Potem pojechaliśmy na dyżur. Gdy byliśmy na miejscu poszliśmy się przebrać a potem zaczęło się zebranie. Zebranie trwało 10 minut. Po skończonym zebraniu wróciliśmy do pracy. Dziś już jeździłam zestawem specjalistycznym z Piotrkiem i Wiktorem. Jak poszliśmy do karetki od razu mieliśmy pierwsze wezwanie tak aż do końca dyżuru. Dziś w pracy czułam się bezpiecznie i też nie. Po skończonym dyżurze przebrałam się i poczekałam na Piotrka. Jak chłopak był gotowy poszliśmy do samochodu. Weszliśmy do środka a Piotr odpalił silnik. Po chwili zgasł a chłopak powiedział.

- Co za grat.

- Dlaczego?

- Bo się psuje. Jak go kupiłem miał problemy z hamulcami a teraz silnik. Nie wytrzymam.

- Zostawię go na parkingu i jakoś wrócę do domu.- Po dłuższej chwili powiedział.- Może się przejdziemy jest taki ładny wieczór. Odprowadzę cię a potem wrócę do domu.

Po chwili zastanowienia powiedziałam.

- Dobra to choć.

Wysiedliśmy z auta i poszliśmy w stronę domu Karoliny. Szliśmy ze 40 minut. Po tym czasie doszliśmy do klatki a Piotr odprowadził mnie do samych drzwi. Przy drzwiach chłopak zapytał.

- Idziesz jutro do pracy?

- Nie mam wolne a ty?

- Ja idę dobranoc.

Weszłam do domu i usłyszałam jak krople deszczu odbijają się o parapet za oknem. Byłam zdziwiona bo jak szliśmy to nie padało. Po 4 minutach ktoś zapukał do drzwi otworzyłam je a to był Piotr. Gdy go zobaczyłam po chwili powiedziałam.

- Co ty tu jeszcze robisz? Nie pojechałeś do domu?

- Nie, miałem iść ale pada deszcz a tak w ogóle to nie mam kasy na taksówkę. Portfel zostawiłem w samochodzie.

- Wejdź do środka. Znajdę ci coś na czym mógł byś spać.

- Dobra za to zrobię tobie i Karolinie pyszne śniadanie.

- Dzięki a teraz wchodź.

Piotr wszedł do środka, zaprowadziłam go do salonu a on zapytał.

- Martyna gdzie ty śpisz?

- Tutaj na kanapie.

- Aha a nie lepiej było by ci u mnie albo we własnym domu?

- Wiesz co składam na dom.

- Aha.

- Gdzie byś wolał spać na materacu czy na złożonych dwóch fotelach?

- Jestem wysoki więc wybieram materac.

- Dobra tu jest materac i pompka. Napompujesz?

- Oczywiście.

Piotr pompował materac a ja poszłam wziąć prysznic. Jak wróciłam materac był napompowany a Piotr siedział na kanapie. Podeszłam do niego i powiedziałam.

- Zejdziesz?

- Oczywiście.

Piotr zszedł a ja rozłożyłam łóżko i dałam mu koc i poduszkę. Po 10 minutach zgasiłam światło i położyliśmy się spać.

 

 

 

Nikt nie chciał dedykacji ale to nic. Ostatnio miałam dużo czasu więc napisałam cokolwiek. Minia <3